Start / Sierpień / 10 sierpnia, Dzień Przewodników i Ratowników Górskich

10 sierpnia, Dzień Przewodników i Ratowników Górskich

Dzień Przewodników i Ratowników Górskich przypada w dniu imienin Św. Wawrzyńca, patrona przewodników i ratowników górskich. Życzmy im, żeby do pracy nie mieli pod górkę! A na poprawę humoru kawały i dowcipy o przewodnikach i ratownikach.

Znerwicowany pacjent skarży się psychologowi:
- Od tygodni męczy mnie pewien koszmar. Śni mi się, że ciągle ktoś za mną chodzi.
- Kim pan jest z zawodu?
- Przewodnikiem górskim.

Pewien przewodnik w Górach Skalistych w Stanach Zjednoczonych skupił na sobie podejrzenia policji, ponieważ w każdej grupę turystów, których zabierał w góry ktoś ginął. W trakcie śledzta okazało się, że faktycznie przewodnik jest psychopatycznym mordercą. Ława przysięgłych orzekła karę śmierci. W końcu nadszedł dzień wykonania wyroku. Posadzono go na krześle, przywiązano i włączono prąd. Po kilku dobrych minutach okazało się, że przestępca wciąż żyje i z szydrczym śmiechem wykrzykuje:
- Nic mi nie zrobicice, bo jestem złym przewodnikiem!

W wysokich górach, drogą nad stromą przepaścią jedzie autokar z turystami.
- I co, boicie się? - pyta przewodnik.
- Bardzo! - odpowiadają pasażerowie.
- To róbcie to, co kierowca!
- A co on robi?!
- Zamyka oczy.

W Irlandii przewodnik górski wyjaśnia:
- Te charakterystyczne wyżłobienia w skale powstały dzięki pewnemu Szkotowi, który zgubił pensa i opowiedział o tym znajomym.

Wycieczka z przewodnikiem błądzi w górach. Zapada juz noc, a tu ani śladu szlaku, człowieka czy drogowskazu.
- Chwalił się pan, że jest najlepszym przewodnikiem po Tatrach! - wściekają się turyści.
- Bo to prawda! Tylko to mi już wygląda na Bieszczady...

Tatry. Mgła jtaka, że nie widać wyciągniętej ręki. Przy szlaku siedzą baca i turysta. Turysta pali papierosa, a baca ćmi fajeczkę:
- Oj baco, ty baco...
- Łoj turysto, turysto...
- Oj lubicie wy owieczki, panie baco, lubicie bardzo...
- Łoj, łotpierdolcie się! Nie trza było leźć w góry w tym kożuchu...

Wspomnienia Taternika:
- Działo się to podczas jednego z wyjazdów wspinaczkowych w Tatry. Dotarliśmy pod ścianę. Nasz instruktor zaproponował, żebyśmy golnęli sobie po jednym - "żeby nam się ściana trochę położyła - będzie się łatwiejj wchodzić". Grupy nie trzeba było bardzo namawiać, a z czasem flaszeczki zaczęły pękać jedna po drugiej i skończyło się to na kompletnym zgonie. Gdy ocknęliśmy się o świcie zauważyliśmy, że brakuje naszego instruktora...
I tutaj wchodzi relacja GOPR-owców:
- Jedziemy Hiluxem, wyjeżdżamy zza zakrętu a tu jakiś gość na środku drogi się czołga, wbija haki w asfalt i asekuruje się liną...